Niesamowity Świat Dysku

Wybrane Cytaty autor Terry Pratchett

Gdzieś w głębi będziesz o tym pamiętać i w ciemne noce będziesz błagała elfy o milczenie.
Królowa nie spodziewała się tego - babcia Weatherwax błyskawicznie wyciągnęła rękę z wiszącymi kawałkami sznurka i uderzyła ją w twarz.
- Ty chcesz mi grozić? - zapytała.
- Mnie, która się starzeje? Królowa wolno uniosła dłoń do czerwonych śladów na policzku.
Elfy naciągnęły łuki, czekając na rozkaz.
- Wracaj - powiedziała babcia.
- Możesz uważać się za boginię, ale nie wiesz niczego, madame, niczego! Co nie umiera, nie żyje.
Co nie żyje, to się nie zmienia.
Co się nie zmienia, to się nie uczy.
Najmniejsze stworzenie ginące wśród trawy wie więcej od ciebie.
Panowie i Damy

Przemawiał.
Codziennie.
- Twoja wiara jest potężna i prosta, Brutho.
Kiedy chodzi o ludzi, jestem dobrym sędzią.
- Tak, panie.
Panie?
- Słucham cię, Brutho.
- Nhumrod powiedział mi, że to ty prowadziłeś przez pustynię mnie.
- Pamiętasz, co ci mówiłem o fundamentalnej prawdzie, Brutho? Oczywiście, że pamiętasz.
Otóż była tam fizyczna pustynia, naturalnie, ale także pustynia duchowa.
Pomniejsze Bóstwa

- Tak?
- Przecież oni nie musieli tego wszystkiego robić.
Nie musieli nas ostrzec o bombardowaniu ani sprowadzić mnie z góry... nie wiem jak, ale to nieważne.
Zrobili to i nie powinniśmy w podzięce wsadzać ich do więzienia.
- Nikt nie mówi o więzieniu.
Raczej o wiejskiej posiadłości z trzema uczciwymi posiłkami dziennie i wieloma chętnymi do rozmów.
W tym momencie Kirsty się rozpłakała.
- No, przecież nikt nie zamierza zrobić ci krzywdy, panienko.
Johnny i bomba

- Zamknij się! - syknęła.
- Coś tu idzie!
Wyprostowała się, płynnym ruchem obróciła na jednej nodze i cisnęła nożem.
Rozległ się pojedynczy, głuchy, drewniany stuk.
Conena patrzyła nieruchomo.
Przynajmniej raz jej bohaterska krew, która płynęła w żyłach, topiąc wszelkie szansę na spokojne życie i różowy fartuszek, nie wiedziała, co podpowiedzieć.
- Właśnie zabiłam drewniany kufer - oznajmiła Conena.
Rincewind wyjrzał zza rogu.
Bagaż stał na mokrym bruku, z nożem drżącym jeszcze w wieku, i patrzył na nią.
Potem nieco zmienił pozycję, małe nóżki poruszyły się w złożonym kroku tanga, i spojrzał na Rincewinda.
Bagaż nie miał żadnych rysów twarzy, jeśli nie liczyć zamka i pary zawiasów, ale umiał się wpatrywać lepiej niż stado iguan.
Mógłby wytrzymać pojedynek na spojrzenia ze szklanookim posągiem.
A jeśli chodziło o wygląd zdradzonego nieszczęśnika, Bagaż mógłby zapędzić z powrotem do klatki przeciętnego kopniętego spaniela.
Czarorodzicielstwo

- Pies ci powiedział, tak?
- Tak.
Przykro mi.
- To się powtarza co noc -jęknęła Ginger.
- Wiem, bo nawet jeśli wrócę do łóżka, cała podłoga jest zasypana piaskiem, a paznokcie mam połamane! Chodzę tam każdej nocy i nie wiem po co!
- Próbujesz otworzyć wrota.
Widać tam teraz takie wielkie, stare wrota, bo część zbocza się osunęła i...
- Tak, widziałam je.
Ale po co?
- Mam kilka pomysłów - stwierdził ostrożnie Victor.
- Powiedz!
Ruchome Obrazki

Jak dotąd pokładowy teleskop ukazywał jedynie stada szczeniaków widoczne z orbity jako duże plamy na tysiącmilowych pasach równin porośniętych słodką trawą.
W górach widać było rzeki, przy równinach wąskie pasy bagien i jedno niewielkie jezioro.
I absolutnie żadnego śladu zamieszkania.
Dom sprawdził historię planety — wspierany przez creapii Fundusz Obrony Dzikich Zwierząt miał niewielką zrobotyzowaną stację obserwacyjną na powierzchni, która pilnowała także, by nie lądował tam nikt nie upoważniony, jak zapisano w traktacie z sundogami.
Według informacji funduszu przed nimi planetę zamieszkiwała istota zwana Chatogasterem.
Nie była to jednak informacja pewna, gdyż na planecie nie rozwinęło się życie zwierzęce, a roślinne było bardziej niż skromne.
Roślinność nie wykazała także śladów świadomości, co oznaczało brak form żywych — dlatego zresztą sundogi wybrały właśnie Band.
Chatogastera uznano powszechnie za legendę czy ducha planety.
Lądowania zdarzały się rzadko i jedynie w wypadkach awaryjnych, do czego zresztą stacja była odpowiednio wyposażona.
Sundogi, z którymi zdołał się połączyć, choć wiele ich orbitowało wokół planety, jak jeden mąż odmówiły dyskusji
o Chatogasterze.
Za to odezwała się Babcia Joan I, czekająca na powierzchni.
— Nadal nie chcesz lądować, Dom? Bądź rozsądny i przestań się wygłupiać — zagaiła, podczas gdy Dom przyglądał się, gdzie też wylądowała.
Wyszło na to, że w samym środku pasa równin i tylko dziesięć mil od jedynego na planecie jeziora.
— Krążysz w kółko od paru ładnych godzin.
— Joan nie zrażała się milczeniem.
Ciemna Strona Słońca